RDN SecurityRadek Zdonczyk - cybersecurity guy

Niedokończona elektrownia słoneczna w El Médano - Teneryfa część 01

Szukamy czarnej dziury czy gotujemy herbatę?

Radek Zdonczyk · 25 wrz 2026
fot.: Radosław Zdończyk (insta @tnf_sure)

Kumpel

Kiedy przygotowywałem się do przeprowadzki z rodziną z Polski na Teneryfę, wynająłem mieszkanie z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Miało przez ten czas stać puste, więc zapytałem przyjaciela, czy nie chciałby pomieszkać trochę na wyspie. Zgodził się bez wahania.
Matt jest ciekawy świata. Szybko wypatrzył niedaleko miasta nietypowy obiekt, stojący na niemal całkowitym pustkowiu, i zaczął wysyłać mi zdjęcia. Ogromna, zardzewiała konstrukcja, pospawana z prętów zbrojeniowych, przypominała porzucony radioteleskop. Trudno było odgadnąć, co robi w takim miejscu. Kiedy obejrzałem zdjęcia, też chciałem wiedzieć, skąd się tam wzięła.
Po przeprowadzce wróciłem do tematu. W internecie informacji było niewiele, ale dowiedziałem się, że to pozostałość po eksperymentalnym projekcie wykorzystującym skupione światło słoneczne. Czasza miała być wielkim zwierciadłem. Stała za tym jakaś ciekawa inżynieria, której jeszcze nie rozumiałem, i przez dłuższy czas na tym kończyła się moja wiedza. Za każdym razem, kiedy znów widziałem tę konstrukcję, coraz bardziej chciałem poznać jej historię.
Od przeprowadzki minęły już dwa lata. Często tam zaglądałem, a że interesuję się totalnie wszystkim po trochu, astronomią od dziecka a radio wpadło w parze z elektroniką, to w nagle pojawił się pomysł (usiądźcie): wykorzystać tę czaszę jako radioteleskop - chciałem sprawdzić, czy potrafię to zrobić. Przy okazji pokazać moim synom, że z czegoś starego, potencjalnie bezużytecznego, wyglądające jak typowy materiał na kilkadziesiąt ton żyletek, można zrobić urządzenie, którym spróbujemy odebrać sygnał z kosmosu! Taki eksperyment, bez ambicji naukowego odkrycia - czysta zajawka.
Plan zakładał umieszczenie w ognisku głowicy odbiorczej zestrojonej na około 1,420GHz, czyli częstotliwość znanej w radioastronomii linii neutralnego wodoru. Chciałem odebrać sygnał wodoru w naszej Galaktyce. Według opisów prasowych czasza ma 26m średnicy. Z jej podstawowych parametrów wstępnie wyliczyłem, że przy założeniu parabolicznego kształtu (tak wówczas założyłem, potwierdziłem to później) ognisko wypadałoby mniej więcej 8-9m od środka czaszy, wzdłuż jej osi - właśnie tam trzeba było umieścić głowicę z odbiornikiem radiowym. Wiele radioteleskopów można obracać i pochylać, żeby wycelować w wybrany fragment nieba, a potem go śledzić. Ja musiałem wykorzystać konstrukcję w jej obecnym, nieruchomym ustawieniu. Ruch zapewniłby obrót Ziemi - taki był mój pomysł: przez pole widzenia czaszy przechodziłyby kolejne obszary nieba. Wkrótce wyczytałem, że to ma nawet swoją nazwę: skanowanie dryfowe. Byłbym oczywiście bardzo ograniczony, tylko do jednego pasa nieba, ale do tego eksperymentu wystarczyłoby mi zarejestrowanie wyraźnego sygnału wodoru - i o to chodziło! Chciałem móc powiedzieć: działa.

Mając to wszystko w głowie, miałem trzy główne znaki zapytania:

Wszystko to wymagało sprawdzenia. Rozważałem też inne częstotliwości i cele obserwacji, gdyby coś pokrzyżowało pierwotny plan. Później doszło jeszcze pytanie o właściciela. Obiekt wygląda na porzucony, ale przecież może do kogoś należeć. Na terenie czaszy jest jakiś barak i chyba ktoś tam mieszka na stałe. Czy ta osoba zgodziłaby się udostępnić go do eksperymentu? I czy w ogóle to należy do kogoś?

Samą głowicę zrobiłem dość szybko z pokrywki od ciastek i kawałka druta miedzianego - na pierwsze
uruchomienie i testy w zupełności wystarczy.

NanoVNA i prowizoryczna antena na 1,420GHz

Elektroniką interesuję się od dziecka i przez lata uzbierałem trochę sprzętu, po który mogę sięgnąć do szafy, kiedy przyjdzie mi do głowy kolejny pomysł. Tym razem wyciągnąłem z szuflady NanoVNA - w uproszczeniu, "ustrojstwo do anten". Przygotowanie głowicy miałem więc za sobą, a sposób jej zamocowania nadal chodził mi po głowie, i było to nie lada wyzwaniem!

Miesiące mijały, a jej widok podsycał moją ciekawość i przypominał niemal codziennie o realizacji pomysłu i problemie zamocowania tej cholernej głowicy w konkretnym miejscu w cholernej przestrzeni. W końcu przyszedł czas i zabrałem się za przygotowania - odłożyłem inne projekty na bok.

Przygotowania do realizacji projektu? Hm...

Zbierałem wszystko, co mogło pomóc: opisy techniczne, zdjęcia, informacje o elementach, których dziś już brakuje. Potrzebowałem dokładnych wymiarów do obliczeń, danych pozwalających sprawdzić dokładną ogniskową, kąta nachylenia czaszy po załamaniu siłowników i elementów nośnych - czyli stan obecny, w jakim czasza spoczywa dziś - oraz jak go zmierzyć aby wstępnie ustalić na co czasza się gapi. Chciałem chociaż mniej więcej sprawdzić, czy jest szansa na przecięcie linii galaktyki Drogi Mlecznej. Chciałem też ustalić, czy powierzchnia ma kształt paraboloidy, czy wycinka sfery, bo to wcale nie było takie oczywiste.
Przy tych poszukiwaniach szybko trafiłem na artykuły o kontrowersjach wokół budowy. Wielomilionowe inwestycje, obietnice niezależności energetycznej Kanarów, protesty sąsiadów, opatentowane technologie. Potem pozwy przeciwko administracji i roszczenia sięgające dziesiątek miliardów euro. Do tego niespójne opisy urządzenia, zadziwiająca znikoma ilość faktów w internecie, żadnych zdjęć z momentu powstawania konstrukcji oraz kolejne wersje technologii, które nie zawsze dawały się ze sobą pogodzić. Trochę perpetuum mobile, a trochę zwój drutu. A wszystko prowadziło do tej samej zardzewiałej czaszy mijanej na spacerach. Bardzo chciałem zrozumieć ideę i fizykę tego projektu, kto to wszystko zaprojektował, co zamierzał dokładnie osiągnąć i jak skończyło się na tym, co dziś pozostało na Peladzie. Przy rosnącej fascynacji tym obiektem, eksperyment z radioteleskopem zszedł na dalszy plan.
Postanowiłem zebrać wszystkie materiały, do których udało mi się dotrzeć, uporządkować historię w całość a dysponując obiektem na wyciągnięcie ręki i znaleziskami w internecie, postarać się wyjaśnić kilka sprzecznych informacji. Dość szybko okazało się, że z jednego pomysłu zrobiły się dwie osobne historie. Pierwsza prowadzi w przeszłość, do Daniela Gonzáleza, jego patentów i niedokończonej elektrowni słonecznej. Druga wraca do punktu wyjścia: czy ten kawał żelastwa da się jeszcze z niego coś wycisnąć i wykorzystać jako eksperymentalny radioteleskop? W kolejnych dwóch częściach pójdę każdą z tych dróg osobno.



W trakcie opracowania...